» Orgy

Orgy

Orgy

„To pewnie jakieś niemieckie gówno”

W ostatni piątek wybrałem się do klubu Exchange w Bristolu, gdzie gościł amerykański zespół Orgy. Pamiętam ich jeszcze z czasów MTV Europe, gdzie dość często pojawiał się numer „Blue Monday” (oryginał New Order).

Będąc pod klubem zacząłem się zastanawiać, czy trafiłem we właściwe miejsce. Zawsze widziałem tam tłumy, a w środku może ze dwadzieścia osób. Na scenie support, jak się później okazało, jeden z dwóch.

Pierwszy z nich to Death Valley High (USA) – Na scenie wyglądali jak połączenie NIN i Marilyna Mansona. Taki rock gotycki, trochę alternatywy. W 2016 roku wydali album „CVLT [AS FVK]”. W listopadzie grali w Krakowie przed Killing Joke. Tym razem przyjechali do Europy razem z Orgy. I to by było na tyle… Bo jakoś mnie nie zachwycili. Następnego dnia pogrzebałem trochę w necie, widziałem kilka teledysków i potrzymałem swoją opinię, że granie nie dla mnie.

Po jakiś 30 minutach na scenie pojawił się duet. Nie mam zielonego pojęcia jak nazywał się zespół, bo na plakatach widziałem tylko Death Valley High. Granie trochę dziwne, bo z jednej strony brzmienie gitary przypominało gitarę na płycie Artrosis „W imie nocy”, a z drugiej, koleś na wokalu dość pokaźnej wagi poruszał się na scenie jak modelka tudzież, jak motylek. Na dodatek wokal dość wysoki. Wyglądało to komicznie. Chyba był to jakiś lokalny zespół, bo miał kilku swoich fanów. Co mnie zaskoczyło (w sumie na plus) średnia wieku tych fanów wyniosła 50+. Panie i panowie wyglądali jak bywalcy Castle Party w Bolkowie.

Następnie przyszła pora na Orgy. Pod sceną nagle pojawiło się znacznie więcej ludzi. Zaczęli koncert od „Talk Sick” z Ep’ki z 2015 roku. Creighton (gitara) – szaleństwo na maxa, to stał na scenie, a to pod nią, wśród publiczności. Jay (wokal) pełen energii, która udzielała się publiczności. Biegał po tej małej scenie i miałem wrażenie, że było dla niego za mało miejsca.

Było „G-Face” było „Stitches”. Panowie w połowie koncertu raczyli się pięćdziesiątkami przyniesionymi przez członka ekipy. Jay wzniósł toast za bristolską publiczność. Po czym zapytał co to było? Odpowiedzi „od kelnera” nie dostał więc skwitował „nie dawaj mi już tego więcej (…) to pewnie jakieś niemieckie gówno (…) 🙂

Na koniec poleciał „Blue Monday” wykonany wspólnie z Death Valley High. Jay tym razem śpiewał pod sceną wraz z publicznością. Nie grali o dziwo długo. Zeszli ze sceny lekko po ponad godzinie grania. Bisów nie było.

Podsumowując. Dobry koncert, fajne granie, dużo elektroniki, melodyjne wokale, mocne gitary. Plus jest też taki, że już nie wyglądają tak jak w latach 90-tych. Tym razem nie będą w Polsce. Najbliżej Praga 12 marca. Można pojechać gdyby ktoś miał ochotę. Praga nie jest daleko…

2013-2018 All rights reserved. All posted photographs on this site are protected by copyright. Any use of them in whole or passage without written permission is prohibited. Up

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close